czwartek, 5 stycznia 2017

Starłorsy ("Łotr 1. Gwiezdne Wojny - historie")


Odkąd na moim blogu zaczęły pojawiać się bardzo entuzjastyczne, pozytywne "recenzje" filmowe, zaczęłam po cichu życzyć sobie, żebym trafiła tak dla odmiany na jakiś beznadziejny, żenująco denny film, który mogłabym bez litości skrytykować, ośmieszyć, wyszydzić i zmiażdżyć.

...

Znowu mi się nie udało.

<Źródło>

Tak naprawdę nie planowałam z wyprzedzeniem wybrania się na ten film, nie widziałam przed seansem ani jednej zapowiedzi, udało mi się w efekcie uniknąć także jakichkolwiek spoilerów. Na salę kinową weszłam bez uprzedniego pozytywnego nastawienia, bez żadnych oczekiwań, nadziei, wobec tego nawet gdyby twórcy uraczyli mnie przeciętnym lub nawet słabym filmem, to nie miałabym poczucia, że coś straciłam, że zmarnowałam swój czas... Po prostu liczyłam na odrobinę rozrywki i spędzenie świątecznego dnia w inny sposób niż zwykle. A tymczasem okazało się, że film bardzo przypadł mi do gustu, powiedziałabym nawet, że plasuje się w moim rankingu tuż za częściami 4-6 (tą "starszą trylogią"), a gdyby jeszcze tak całkowicie opadła mgła sentymentu, to może nawet zająłby wyższą pozycję.

Ale do rzeczy.

Pierwsze parę minut filmu i od razu Mads Mikkelsen, no moi drodzy twórcy, rozpieszczacie mnie ;) Szkoda tylko, że jego rola nie została bardziej rozbudowana i nie miałam zbyt wielu okazji, by jak zahipnotyzowana patrzeć na jego mistrzowskie aktorstwo.

I'm one with the force the force is with me I'm one with the force the force is with me I'm one with the force the force is with me I'm one with the force the force is with me I'm one with the force the force is with me I'm one with the force the force is with me I'm one with the force the force is with me I'm one with the force the force is with me... <źródło>

Właściwie to w odniesieniu do niejednej drugoplanowej postaci mogłabym powiedzieć, że mam lekki niedosyt i chciałabym dowiedzieć się o niej nieco więcej. Ale to bardzo dobrze! Niedosyt widza to genialny powód, by dokręcić kolejne filmy, nieprawdaż? Chętnie poznałabym historię powstania niesamowitego, wzbudzającego podziw i sympatię duetu Chirrut + Baze. Miałabym również wielką ochotę na przybliżenie na ekranie postaci Sawa Gerrery...

Bo Saw Gerrera to, w moim odczuciu, największe rozczarowanie w całym filmie! ;) Wyjaśnienie: Początkowo jawi się jako pozytywna postać, która najpewniej będzie służyć słusznej sprawie i wspierać poczynania głównych bohaterów. Ale wkrótce okazuje się, że Saw ma swoje za uszami i na pewno nie można uznać go za krystalicznego bohatera. W tym momencie, jak sądzę, Saw rozbudza naszą ciekawość, możliwe, że paradoksalnie zaczynamy go lubić coraz bardziej, zapewne jesteśmy też pod wrażeniem jego prezencji. Później następuje konfrontacja z główną bohaterką i festiwal wylewania żalów i wypominania niewyjaśnionych spraw, w którym nie za bardzo wiadomo, o co chodzi. Saw z jednej strony sprawia wrażenie dobrego wujka, ale jednocześnie mamy ciągle z tyłu głowy jego prowadzoną na własną rękę działalność rebeliancką... No, no, zaczyna się robić coraz bardziej intrygująco, ciekawe, jak się rozwinie jego wątek... Po czyjej stanie stronie, czy wesprze działania głównej bohaterki? A... skąd. Nic z tego. Z niedowierzaniem patrzyłam, jak twórcy pozbawiają mnie złudzeń, że Saw będzie miał jeszcze jakikolwiek wpływ na dalsze losy pozostałych bohaterów.

Dziękuję, dobranoc.   <źródło>

Dobra, teraz to ja zaczynam gorzkie żale. Ale na tym właśnie polega największy problem tego filmu - jak już jakaś postać przypadnie do gustu, jak już się zdąży kogoś polubić, jak się do kogoś przywiąże, to po seansie ciężko jest się pozbierać. Kończąc już kwestię Sawa Gerrery - czy ktoś mógłby mi wyjaśnić działanie niekonwencjonalnych metod weryfikacji prawdziwości zeznań, zastosowanych wobec Bodhiego? Zdawało mi się, że groziło mu odebranie rozumu, chyba że pamięć mnie myli. Tymczasem szybko doszedł do siebie i wkrótce popisał się szerokim wachlarzem umiejętności doświadczonego, zdolnego pilota. Aż mi się usta wykrzywiają w głupim półuśmiechu, bo przypomniała mi się scena (chyba) nieudanego torturowania agenta 007 przez architekta jego cierpienia z ostatniego filmu o Bondzie. Ale wydaje mi się raczej, że po prostu nie wychwyciłam wyjaśnienia nurtującej mnie kwestii, więc dam sobie z tym spokój ;)

October, how could you? <źródło>

Zapomniałabym jeszcze o głównej bohaterce, Jyn Erso. Trudno powstrzymać się od porównań z "Przebudzeniem mocy", ponieważ w obu filmach postawiono na silną kobiecą postać grającą pierwsze skrzypce. Osobiście wolałabym dołączyć do #TeamJyn. Erso podobała mi się bardziej, mam na myśli nie tylko jej wygląd, ale również wyrazisty charakter, siłę, odwagę i buntowniczość ;) Nawiasem mówiąc, dopiero parę dni po seansie dowiedziałam się, że w rolę Jyn wcieliła się Felicity Jones i uświadomiłam sobie, że przecież widziałam ją w "Teorii wszystkiego", a mimo to nie udało mi się jej rozpoznać na ekranie :D

I'm impressed. <źródło>

Zapewne nikomu nie wyda się zaskakujące, że widzowie mogą liczyć na niesamowite efekty specjalne i wbijające w fotel sceny batalistyczne. Ostateczne starcie na Scarif wyglądało naprawdę imponująco, chociaż napełniło mnie jakimś takim dziwnym smutkiem. Słońce, woda, piasek, tropiki - to mogłoby być idealne miejsce na wakacje, a nie tragiczne w skutkach walki.  Ale filmowcy nie pozwolili widzom zbyt długo rozpaczać, bo zaserwowali widzom niezapomnianą scenę z Vaderem, po prostu złoto, cudo, wisienka na tym przepysznym torcie.

Tak więc zupełnie niespodziewanie trafiłam na zaskakująco dobry film. Na zakończenie dodam, że cały 2017 rok zapowiada się wyjątkowo smakowicie. Już można ostrzyć sobie ząbki na ósmą część, zapowiadaną na grudzień. W tym roku koniecznie wybiorę się na wyczekiwaną przeze mnie z niecierpliwością drugą część "Strażników Galaktyki". O, a od jutra można już wybierać się na premierowe seanse "Assassin's Creed". To będzie dobry rok.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj