piątek, 4 listopada 2016

Gdyby tylko na czas seansu dało się zapętlić czasoprzestrzeń... ("Doctor Strange")


Wy wszyscy, którzy uważacie, że ten film jest słaby - zejdźcie mi z oczu.


<Źródło>

Na tym praktycznie mój wpis mógłby się zakończyć, ale postaram się w miarę możliwości spojrzeć na film krytycznym okiem... TYLKO ŻE TO NIE JEST ŁATWE! :D Nie da się stworzyć rzetelnej, nieprzejaskrawionej recenzji po tym, jak zostałam zmiażdżona i tak bezlitośnie wbita w fotel, że musiałam zwlec się z niego resztkami sił i na czworakach opuścić salę.

Ale spróbuję ;)

Mówiąc o "Doktorze Strange", chyba nie sposób jest nie wspomnieć o perfekcyjnie wykonanej robocie przez speców od efektów specjalnych. Podróże między różnymi wymiarami, uwalnianie ciał astralnych i zabawy z cofaniem czasu prezentowały się na ekranie oszałamiająco. Dla mnie najbardziej spektakularne było starcie Doktora Strange z Kaeciliusem w lustrzanym wymiarze, w którym to kalejdoskopowe, dzielące się i przemieszczające elementy miasta mogą przyprawiać o delikatne zawroty głowy - a jednocześnie niewątpliwie wzbudzać zachwyt, dlatego też sugeruję wybranie się na seans 3D dla zintensyfikowania wrażeń.

<Źródło>
A najlepsze w tym wszystkim jest to, że zapierające dech w piersiach efekty specjalne stanowią smakowite dopełnienie całości, a nie przykrywkę dla jakichkolwiek filmowych braków. "Doctor Strange" to nie ładny obrazek do oglądania i tanie wizualne sztuczki, lecz wciągająca, choć może niezbyt wymyślna fabuła i znakomite aktorstwo. Tytułowy bohater, genialny neurochirurg o rozbuchanym ego, niejednokrotnie irytował mnie swoją arogancją, co oznacza, że wcielający się w niego Benedict Cumberbatch wykonał swoje zadanie perfekcyjnie ;) Ale mimo to wzbudził moją ogromną sympatię, może nawet jeszcze większą dzięki temu, że nie jest wyidealizowanym bohaterem bez skazy. W podobnym tonie mogłabym wypowiedzieć się na temat postaci Starożytnego/Przedwiecznego, a właściwie Starożytnej (w tej roli zawsze genialna Tilda Swinton). Rysa na jej nieskalanym wizerunku mistrzyni i mentora w połączeniu z  kreacją stworzoną przez Tildę sprawia, że postać ta nie jest nudna i banalna. Nawiasem mówiąc, zastanawia mnie, jak ona to robi, że świetnie wygląda nawet bez makijażu i... bez włosów :D

<Źródło>
Z kolei w przypadku Madsa Mikkelsena odnoszę wrażenie, że nie miał zbyt wielu okazji, aby wykorzystać swój potencjał jako Kaecilius. W pierwszych, początkowych scenach jego postać niesamowicie rozbudziła moją ciekawość, ale później Kaecilius wydawał mi się być takim bezbarwnym, "pobocznym" antagonistą. Szkoda, że nie miał okazji rozwinąć skrzydeł. Bardzo zaintrygowała mnie też postać Mordo. Początkowo zdawał się pełnić rolę najbardziej szlachetnego i praworządnego bohatera, jednakże końcówka filmu i ostatnia scena po napisach nieco namieszała w moich spostrzeżeniach. Prawdopodobnie jeszcze o nim usłyszymy w kontekście kolejnych produkcji Marvela.

<Źródło>
Całość została okraszona specyficznym, "uroczym" poczuciem humoru i paroma mniej lub bardziej śmiesznymi wstawkami, z których w szczególności scena pt. "azjatycki bibliotekarz słuchający Beyonce" doprowadziła u mnie do przekroczenia progu wrażliwości na absurd. Kwestia gustu. Nie wszystkie humorystyczne momenty mi się podobały, ale myślę, że dzięki nim marvelowskie produkcje nabierają lekkości i luzu. To, co jeszcze wyjątkowo zwróciło moją uwagę, to muzyka. Stanowiła wspaniałe dopełnienie najciekawszych i najbardziej wbijających w fotel momentów. Bardzo przypadł mi również do gustu utwór rozbrzmiewający wówczas, gdy lekko zażenowana siedzeniem w prawie zupełnie opustoszałej sali kinowej czekałam na koniec napisów i ostatnią dodatkową scenę :)

"Doctor Strange" chyba będzie od dzisiaj moim ulubionym filmem z MCU. A przynajmniej znajdę dla niego miejsce w pierwszej trójce, obok "Zimowego Żołnierza" i "Strażników Galaktyki" (którzy, nawiasem mówiąc, będą po raz kolejny pilnować galaktyki już w przyszłym roku, nie mogę się doczekać!). Serdecznie polecam, potężna dawka rozrywki i niezapomniane wrażenia gwarantowane.

<Źródło>

1 komentarz:

  1. O rany, już tyle świetnych opinii słyszałam, że muszę się wybrać koniecznie!

    OdpowiedzUsuń

Szukaj