wtorek, 1 listopada 2016

[3po3] #0. Ars vitae i srokae



"Sztukę życia zna ten, kto swe lato przeżyje w taki sposób, że ogrzeje mu ono jeszcze zimę."

(Alfred Polgar)


Nareszcie udało mi się znaleźć w sobie na tyle siły i motywacji, by wrócić tutaj po dość długiej przerwie. Przełom września i października upłynął mi na przestawianiu się na szybkie tempo życia związane z rozpoczęciem kolejnego roku studiów. A im dłużej się zwleka z powrotem do blogowania, tym trudniej jest wrócić. Musiałam z tym skończyć, zwłaszcza że chęci do pisania mi nie brakuje... i mam chyba z pięć postów w roboczej wersji ;)

Powyższy cytat zapadł mi kiedyś w pamięć, i po wielu poszukiwaniach w końcu udało mi się go odnaleźć. Właśnie teraz, ponieważ jak nigdy wcześniej pasuje do tego, co ostatnio działo się w moim życiu. Wydaje mi się, że minione wakacje przeżyłam tak, jak to należało zrobić. Dzięki wsparciu bliskich osób, zdecydowanemu ożywieniu pewnej ważnej dla mnie przyjaźni i własnej pracy nad sobą udało mi się maksymalnie doładować akumulatory, które to, mam nadzieję, nie padną aż do końca zimy ;)  Aktualnie - przecudowna jesień w pełni. Chociaż jest to moja ulubiona pora roku, czasami kapryśna pogoda i brak słońca mogą prowadzić do delikatnego obniżenia nastroju i zmęczenia. Ja jednak, co jest dla mnie dość zaskakujące, czuję się cały czas świetnie.

Dochodzę do wniosku, że życie to pasmo niekończących się okazji i zbiegów okoliczności ;) Bez wątpienia uwielbiam spokojne, leniwe, wakacyjne tempo, ale cenię sobie również studenckie życie na pełnych obrotach i to, że każdego dnia coś się dzieje, każdego dnia spotka się kogoś interesującego, zamieni się parę słów z nieznajomym, wpadnie się po drodze na małe cappuccino, zobaczy się jakieś fajne miejsce, usłyszy się jakiś śmieszny żart, dowie się czegoś ciekawego. Tego mi odrobinę brakowało :)

Ostatnio na przykład usiadłam sobie na ławce w parku, obowiązkowo z kawą w ręce, i w pewnym momencie usłyszałam dziwny zwierzęcy odgłos, kojarzący się ze szczeknięciem jakiegoś wielkiego, groźnego psa. Ku mojemu zdziwieniu, po odwróceniu się w stronę dźwięku nie zobaczyłam wściekłego owczarka niemieckiego, lecz... tę oto uroczą srokę. Wpatrywała się we mnie jak sroka w gnat, a potem zaczęła przeraźliwie wrzeszczeć. Ale i tak jest urocza.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj