piątek, 16 września 2016

Blade Twarze - przegląd podkładów do bardzo, bardzo, bardzo jasnej karnacji [L'Oréal, Max Factor, Rimmel, Revlon, Makeup Revolution]


Jeżeli Twoja skóra nigdy nie zaznała potężnej dawki letniego słońca, jeżeli jesteś posądzana o niedobór czerwonych krwinek lub też jesteś posiadaczką karnacji, której istnienie według większości producentów podkładów i pudrów jest tak prawdopodobne, jak spotkanie jednorożca - to być może ten wpis jest dla Ciebie. 

Jestem, nie owijając w bawełnę, biała jak ściana, i znalezienie odpowiedniego podkładu, który spełniałby chociaż ten podstawowy, "kolorystyczny warunek", a przy tym zbytnio nie nadwyrężał studenckiego budżetu, jest zadaniem beznadziejnym i niemal niewykonalnym. 

Przetestowałam wiele podkładów od przeróżnych producentów i udało mi się odkryć kilka sensownych produktów, spełniających w mniejszym lub większym stopniu moje oczekiwania.

W tym gronie znalazły się:



  1. Rimmel - Lasting Finish Nude - odcień 010 Light Porcelain
  2. Rimmel - Stay Matte - Liquid Mousse Foundation - odcień 091 Light Ivory
  3. Rimmel - Match Perfection - odcień 100 Ivory
  4. Max Factor - Lasting Performance - odcień 101 Ivory
  5. Revlon - Colorstay - Combination/Oily Skin - odcień 110 Ivory
  6. L'Oreal - True Match - odcień 1.N Ivory



Swoją przygodę z makijażem rozpoczynałam między innymi od przystępnych cenowo produktów marki Rimmel. Przez długi czas byłam zadowolona z dwóch z nich - Lasting Finish Nude [1] i Stay Matte [2] - i nie odczuwając potrzeby znalezienia jakiejś lepszej alternatywy, systematycznie kupowałam kolejne tubki ulubionych kosmetyków.

Lasting Finish Nude [1] zdawał się być odpowiednim do mojej karnacji, chociaż i tak nie do końca idealnie dopasowanym. Podkład ten ma lekką, płynną konsystencję i dość przyjemny (jak na podkład) zapach. Zapewnia bardzo delikatne krycie, co może być uznawane za zaletę, jeżeli zależy nam na naturalnym efekcie i nie jesteśmy zmuszone stosować mocno kryjącego produktu. Zdarzało się, że miałam kłopoty z nałożeniem go palcami - tworzył widoczne, nieestetyczne smugi. Delikatne wklepywanie aż do uzyskania satysfakcjonującego efektu rozwiązywało jednak problem :) Dotychczas jeszcze nie miałam potrzeby posiadania na twarzy warstwy podkładu utrzymującej się na twarzy przez 25 godzin, dlatego nie mogę stwierdzić, czy spełnia obietnicę producenta. Jest jednak dość trwały i wytrzymuje w niemal nienaruszonym stanie przez 6-8 godzin. Jego zaletą jest niewątpliwie cena - jeżeli trafimy na atrakcyjną promocję, co w popularnych drogeriach zdarza się dość często, możemy go nabyć za 20 zł czy nawet 15 zł.

W czasach licealnych zdarzyło mi się też wielokrotnie kupić tubkę Stay Matte [2]. Bardzo wyróżnia się konsystencją na tle pozostałych, przetestowanych przeze mnie produktów. Mus wyskakuje z tubki niczym pasta do zębów, ale całkiem przyjemnie się go nakłada. Jest jednak ciężki i gęsty, dlatego trzeba uważać z jego ilością. Dobrze komponuje się z kolorem mojej cery i świetnie kryje. Nie jest jednak zbyt trwały, matuje przez stosunkowo krótki czas. Co zaskakujące, jest to podkład matujący do mieszanej lub tłustej cery, a w moim przypadku znacznie uwidocznił przesuszone obszary na twarzy. Poza tym nie jest to zły produkt - pasuje do mojej karnacji, bardzo dobrze kryje, jest dość wydajny i w dodatku tańszy niż poprzednik (w promocji 10-15 zł).

W moim zestawieniu uwzględniłam również inny produkt Rimmel - podkład Match Perfection [3]. Niestety, odcień Ivory był najjaśniejszym, jaki mogłam dostać we wszystkich odwiedzanych przeze mnie drogeriach. Jak widać na fotografiach, jest najciemniejszy z tych, które posiadam, dlatego zastosowanie go solo w moim przypadku nie wchodzi w grę ;) Postanowiłam jednak o nim napisać, ponieważ świetnie wtapia się w cerę, wyrównuje jej koloryt i nie wysusza ani nie podkreśla przesuszenia, nawet teraz, kiedy stosuję leczenie izotretynoiną i zmagam się z ekstremalnie suchą skórą. Tak jak wyżej wspomniane podkłady, jest przystępny cenowo, a gdyby udało mi się trafić na jaśniejszy odcień, z pewnością bardzo przypadłby mi do gustu. 




Jeszcze przed tymi wszystkimi "rimmelami" byłam wielką fanką podkładu Max Factor Lasting Performance [4], który to niezmiennie od wielu lat stosuje również moja mama (z tym że w wersji ciemniejszej o pięć odcieni :D). Łatwa aplikacja, dobre krycie, świetna trwałość i wydajność, praktycznie same zalety. Cenowo wypada nieco gorzej, ale od czego są promocje ;) Niedawno, po przerwie na testowanie innych kosmetyków, postanowiłam do niego wrócić, ale kiedy po upływie paru godzin od aplikacji spojrzałam w lustro, okazało się, że odcień Ivory jest zbyt ciemny, zbyt pomarańczowy. Zaskoczyło mnie to, gdyż wcześniej wydawał mi się dość dobrze dopasowany do mojej karnacji. Może podkład ten delikatnie ciemnieje, a może po prostu ja staję się coraz bardziej blada ;) Dla mnie mógłby być odrobinę jaśniejszy, ale gdyby spełnił ten warunek, to mógłby być dla mnie jednym z najlepszych podkładów.

Ostatnio skusiłam się również na cieszący się sporą popularnością podkład Revlon Colorstay [5]. Jego największą wadą jest opakowanie bez pompki, które uniemożliwia nabranie odpowiedniej ilości podkładu i wydobycie go do końca. Na szczęście na rynku pojawił się podkład w nowym opakowaniu z pompką, co rozwiązuje ten frustrujący problem. Kosmetyk ten, nałożony na twarz cienką warstwą, kryje średnio. Zastosowanie grubszej warstwy w moim przypadku sprawiało, że uzyskiwałam efekt maski, w dodatku lekko odznaczającej się kolorem od mojej cery. Jest trwały, wydajny, w dodatku ma intensywny, ale całkiem przyjemny zapach. Wolałabym, żeby był nieco lżejszy i być może odrobinę jaśniejszy. Niemniej jednak jest godny polecenia, jeżeli nabędziecie go w promocyjnej cenie i w nowej wersji opakowania ;)

Jak dotąd moim ulubionym podkładem jest natomiast L'Oreal True Match [6]. Jego cena, podobnie jak w przypadku produktu Revlon, jest nieco zbyt wygórowana. Słabo radzi sobie z moją obecną, przesuszoną leczeniem izotertynoiną skórą, ale zdaję sobie sprawę, że jest to trudne zadanie, a poza tym taki stan mojej twarzy jest jedynie przejściowy. Poza tym jest rewelacyjny. Jego specyficzna, aksamitna konsystencja bardzo przypadła mi do gustu, a co najważniejsze - nareszcie dobrałam kolor do mojej karnacji! :) Jego krycie, trwałość oraz wydajność są satysfakcjonujące, opakowanie również nie przysparza mi problemów. 




Jeżeli jednak macie w swojej kosmetyczce mnóstwo za ciemnych podkładów i już straciłyście nadzieję, że uda Wam się odkryć kosmetyk dopasowany kolorystycznie do karnacji, pozostaje jeszcze jedna opcja - skorzystanie z cudeńka zwanego The One Foundation w kolorze nr 1 marki Makeup Revolution. "Jedyneczka" jest bowiem... biała. A to sprawia, że może zostać wykorzystana do rozjaśnienia nieco zbyt ciemnego podkładu innej marki. Próbowałam mieszać go w osobnym pojemniczku, ale dla mnie najwygodniejsze okazało się aplikowanie wybranego podkładu i potem nakładanie tego białego cuda aż do uzyskania zadowalającego efektu. Trzeba uważać z jego ilością, ponieważ jest wyjątkowo płynny, wodnisty (taka zabarwiona na biało, lekko oleista woda) i może wpłynąć na konsystencję uzyskanego podkładu. 

Znacie jeszcze inne podkłady dla posiadaczek białej jak ściana karnacji? Będę wdzięczna za komentarze z rekomendacjami. 

Chociaż... poważnie zastanawiam się, czy przypadkiem nie powinnam zacząć stosowania solo tego ostatniego, białego podkładu... ;)


2 komentarze:

  1. U mnie Rimmel się kiedyś nie sprawdził, więc darowałam sobie podkłady z tej firmy. W ogóle od paru miesięcy staram się jak najmniej makijażu stosować. Zauważyłam, że dużo lepiej skóra wygląda, gdy mokrą gąbką się wklepuje czy to korektor czy podkład, wtedy cera wygląda ładniej, zdrowiej i nie podkreśla się dodatkowo niedoskonałości, tylko dobrze się je kamufluje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Match Perfection Rimmela - mój ulubiony <3

    OdpowiedzUsuń

Szukaj