piątek, 19 sierpnia 2016

"Wyschłam na wiór!", czyli pielęgnacja skóry w trakcie leczenia trądziku izotretynoiną [Curacne]


A dziś będzie ciąg dalszy opowieści o rozpoczętej przeze mnie niespełna 4 miesiące temu kuracji izotretynoiną. Wspomniałam, czym jest izotretynoina i kiedy się ją stosuje, pisałam o okolicznościach, w jakich podjęłam decyzję o leczeniu, a także opisałam skutki uboczne, które u mnie wystąpiły.

Curacja, czyli leczenie trądziku izotretynoiną [Curacne]

Na (prawie) półmetku kuracji retinoidami: skutki uboczne leczenia trądziku izotretynoiną [Curacne]




Tym razem zamierzam opowiedzieć o tym, jak sobie z niektórymi z tych niepożądanych skutków radzę, a więc jak wygląda u mnie pielęgnacja skóry w trakcie leczenia. Nie ulega wątpliwości, że podczas kuracji trzeba o nią w mniejszym lub większym stopniu zadbać, nieco bardziej - lub nieco inaczej - niż zwykle. Szczegółowo o skutkach ubocznych pisałam już wcześniej, ale w tym miejscu tylko przypomnę, że u zdecydowanej większości pacjentów występuje SUSZA. Przesuszenie, podrażnienie, łuszczenie się skóry (dotyczące nie tylko twarzy), przesuszone usta i pękające kąciki ust, oto najczęstsze objawy. Jak już wcześniej wspominałam, w moim przypadku jest lepiej niż się spodziewałam. Czytałam wiele historii o niesamowicie nadwrażliwości skóry albo noszeniu ze sobą kilku-kilkunastu pomadek i stosowaniu ich co parę minut, na szczęście u mnie nie jest aż tak źle. Niemniej jednak leczenie zmusiło mnie do zwrócenia większej uwagi na pielęgnację skóry.

  • Twarz
W jednym z poprzednich postów zapewne opowiadałam, jak na początku leczenia miałam tak podrażnioną skórę twarzy, że umycie jej moim ulubionym, sprawdzonym żelem wywołało intensywne pieczenie, a zastosowanie później również całkiem niezłego kremu nawilżającego sprawiło mi jeszcze większy dyskomfort, żeby nie powiedzieć - ból. Teraz już moja skóra nie funduje mi takich mocnych wrażeń, ale miewa lepsze i gorsze dni. Przetestowałam kilka kremów do twarzy z mojej kolekcji... i najlepiej sprawdza się klasyczny, kultowy, ogólnodostępny, niedrogi, najzwyklejszy krem Nivea :) Wiele kremów uznawanych za te "z wyższej półki" wywoływało u mnie podrażnienia, a tu się okazało, że najlepszy jest ten klasyk nad klasykami. Czasem używam również kremu brzozowego z betuliną od Sylveco. Jest droższą alternatywą dla kremu Nivea, odrobinę gorzej radzi sobie z ekstremalnym przesuszeniem i łuszczeniem skóry, ale nie ma aż tak tłustej i ciężkiej konsystencji, więc stosuję go czasami dla odmiany. Mam również w kosmetyczce krem Dexeryl, który to akurat dostałam w gratisie do zakupu moich tabletek w aptece. Jego wadą jest to, że pozostawia na skórze lepką warstwę, ale poza tym dobrze się sprawuje i używam go na zmianę z pozostałymi. 



  • Usta
Najbardziej dokuczliwym problemem są dla mnie pękające od czasu do czasu kąciki ust. Zgodnie z zalecaniami mojej ulubionej pani dermatolog w takim przypadku rewelacyjna jest... maść ochronna dla niemowląt Bepanthen, która, jak głosi napis na tubce, przeznaczona jest głównie do pielęgnacji odparzeń pieluszkowych. Ale skutecznie rozwiązuje problem pękających kącików ust, jeżeli zastosuje się bardzo grubą warstwę maści na całą noc. Skutku ubocznego leczenia w postaci przesuszonych ust spodziewałam się wcześniej, dlatego zamierzałam uzbroić się w całą kolekcję różnych pomadek. Na szczęście u pani dermatolog dostałam (jak dotąd) dwie pomadki pielęgnacyjne Axotret (Axotret to inna nazwa leku zawierającego izotretynoinę). W aptece natomiast zgarnęłam prezent w postaci pomadki Keracnyl przy zakupie leków (opcjonalnie można otrzymać do zakupu pomadkę albo krem). Jeżeli nie mam pod ręką niczego innego, korzystam również z innych kosmetyków, takich jak balsam Tisane czy pomadka od Eveline. Ale dla mnie idealne są produkty Carmex (uwielbiam wersję wiśniową!). Co prawda zawarta w składzie kamfora i mentol mogą powodować uczucie mrowienia czy też lekkiego pieczenia, a ponadto nadają pomadce specyficzny, nieodpowiadający każdemu zapach, nie przeszkadza mi to w ogóle w stosowaniu kosmetyku nawet w ekstremalnych przypadkach. Wystarczy dość gruba warstwa na noc i po problemie :)



  • Ciało
Zdarza mi się, że sporadycznie borykam się z problemem przesuszonej skóry, przede wszystkim na ramionach. Wówczas sprawdza się emulsja nawilżająca Lipikar od La Roche-Posay. Najważniejsza w trakcie kuracji jest jednak ochrona skóry przed działaniem promieni słonecznych, zwłaszcza z tego względu, że moje leczenie przypadło na miesiące wakacyjne i, co za tym idzie, bardzo słoneczne. Jestem zmuszona rozglądać się w aptekach i drogeriach za kremami z bardzo wysokim filtrem, najlepiej ponad 50. Nabyłam emulsję wodoodporną dla dzieci Ziajka, ale bardziej ufam kosmetykom aptecznym. Najpierw stosowałam krem od Pharmaceris. Lepszy okazał się jednak krem-żel Iwostin z serii Solecrin, gdyż ma nieco lżejszą konsystencję, lepiej się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze.



  • Włosy
Z racji, że włosy są wytworem naskórka, myślę, że mogę sobie pozwolić na to, by przy okazji poruszania tematu pielęgnacji skóry wspomnieć również o nich. Jak już wcześniej pisałam, miałam ogromny problem z włosami, które wypadały mi na potęgę, i podejrzewałam, że leczenie izotretynoiną mogło mieć na to chociażby pośredni wpływ, a przynajmniej nie poprawiać mojej tragicznej sytuacji. Zachęcona pozytywnymi opiniami zaopatrzyłam się w olejek do włosów Sesa o wyjątkowo intensywnym, charakterystycznym i całkiem przyjemnym zapachu, chociaż pozytywność wrażeń zapachowych jest w przypadku tego olejku kwestią... dyskusyjną. Nie spodziewałam się po tym kosmetyku cudów, jednakże wypadanie włosów widocznie przystopowało, a parę osób powiedziało mi, że sporo nowych włosów mi urosło :) Sądzę, że powinnam poważnie przemyśleć zakup kolejnej buteleczki. 




Niebawem - najprawdopodobniej pod koniec sierpnia - wybieram się na kolejną wizytę lekarską. Mam nadzieję, że okaże się, że wszystko idzie zgodnie z planem i że moje wyniki krwi będą w najgorszym wypadku "lekko odbiegać od normy". Być może jeszcze pojawi się na moim blogu jakiś wpis dotyczący leczenia izotretynoiną, a już na pewno napiszę parę słów o uzyskanych efektach po zakończeniu kuracji - oby były satysfakcjonujące! 



3 komentarze:

  1. Trzymam kciuki aby wszystko przebiegło gładko :)
    Przy okazji, nominowałam Cię do Liebster Blog Aword- więcej informacji u mnie. Mam nadzieję, że podejmiesz wyzwanie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam literówkę, powinno być: Award :P

      Usuń
    2. A nie szkodzi, wiadomo o co chodzi :D Bardzo dziękuję za nominację i za trzymanie kciuków, pracuję nad odpowiedziami :D

      Usuń

Szukaj