piątek, 22 lipca 2016

Na (prawie) półmetku kuracji retinoidami: skutki uboczne leczenia trądziku izotretynoiną [Curacne]


Zgodnie z zapowiedzią nadszedł czas na kolejny, drugi już post poświęcony zapoczątkowanemu przeze mnie leczeniu izotretynoiną. Zamierzam przede wszystkim zwrócić uwagę na to, jak w moim przypadku przejawiają się skutki uboczne stosowania tego leku.




Przypomnę, że pod koniec kwietnia bieżącego roku pojawiłam się na pierwszej wizycie u dermatologa, zapoznałam się z planem leczenia i zrobiłam wszystkie potrzebne badania krwi. Muszę przyjąć 130 mg izotretynoiny na kilogram masy ciała, czyli muszę osiągnąć dawkę 7800 mg.

Pierwszą tabletkę wzięłam 7 maja. Właściwie to tabletki. Dostałam receptę na 30 mg, a więc jedno opakowanie Curacne 20 mg i jedno opakowanie Curacne 10 mg. Niestety w żadnej aptece nie mogłam dostać "dwudziestki", dlatego też musiałam naraz przyjmować trzy kapsułki po 10 mg. Po upływie 30 dni i zażyciu wszystkich wykupionych tabletek dostałam receptę na Curacne 40 mg. Zgadnijcie, co mi powiedzieli w aptece. Nie ma "czterdziestek" :) Ale były za to "dwudziestki". Tak więc przez następny miesiąc brałam dwie kapsułki po 20 mg każda. Na lipiec również dostałam Curacne 40 mg, a z apteki ponownie wyszłam z dwoma opakowaniami :D

Maj, czerwiec, lipiec... Prawie trzy miesiące kuracji. Zakładając, że leczenie potrwa niecałe 7 miesięcy, powoli zbliżam się do jego połowy. Jakie są moje wrażenia po upływie tego czasu?


Skutki uboczne stosowania izotretynoiny [Curacne]


  • Anemia
Byłam niesamowicie zaskoczona wynikami badań przeprowadzonymi jeszcze przed leczeniem. Obawiałam się, że ze względu na niski poziom hemoglobiny i erytrocytów nie będę mogła nawet zacząć kuracji. Spodziewałam się hemoglobiny na poziomie 10 g/dl (norma dla kobiet: 12-16), a tymczasem wyszło mi 12,5. Niewiele, ale całkiem nieźle jak na moje "możliwości". Po miesiącu hemoglobina spadła do poziomu 12, co mnie trochę zmartwiło. Później spodziewałam się jeszcze gorszych wyników, zwłaszcza że niezbyt dobrze się czułam, jednakże ostatnio jakimś cudem prawie udało mi się wrócić do poprzedniego poziomu - 12,4. Dziwna sprawa, ale nie narzekam. Dobrze, że chociaż balansuję na granicy anemii, a nie popadłam w nią całkowicie, dogłębnie i beznadziejnie.

  • Włosy
Podobnie z włosami - nie wiem, czy to zasługa leczenia izotretynoiną, anemii czy czegoś innego, ale 2-3 tygodnie temu zauważyłam, że strasznie wypadają mi włosy, nie tylko widzę je w sporych ilościach na szczotce, ale i nawet gdy zbyt mocno pociągnę włosy, to wylatuje mi ich dużo. Teraz tak sobie myślę, że przyczyna może leżeć jeszcze gdzieś indziej. Włosy nie wypadają w momencie sytuacji stresowej, ale nawet parę miesięcy po niej. Akurat dwa miesiące przed zaobserwowaniem nadmiernego wypadania włosów miałam taki mocno stresujący, obciążający psychicznie i wyczerpujący epizod w życiu, co mogło mieć wpływ na to, co mam na głowie teraz. Niemniej jednak możliwe jest, że leki nie ułatwiają mi utrzymania włosów na głowie.

  • Zmęczenie
Niby jeszcze trzymam się w normie jeżeli chodzi o hemoglobinę, ale to ciągle jest balansowanie na krawędzi. . Nie wiem, czy to zasługa leku, niezbyt wysokiej hemoglobiny, pogody czy też wszystkiego po trochu, ale ostatnio coraz częściej zdarza się, że czuję się bardzo zmęczona i nie mam siły na nic. Niemniej jednak podczas leczenia miałam sesję egzaminacyjną, która nawet na najprostszych studiach zapewne wymaga jakiegoś wysiłku, a poza tym miewam też lepsze dni, kiedy to biorę się za poważne sprzątanie ;)

  • Cholesterol i trójglicerydy
Przed rozpoczęciem leczenia cholesterol i trójglicerydy miałam w normie, z wątrobą też było wszystko w porządku. Aktualnie odrobinę przekroczyłam normę dla cholesterolu - 5,6 mmol/l cholesterol całkowity przy normie 3,0-5,0, ale to podobno normalne w przypadku takiej kuracji i nie powinno mnie bardzo niepokoić. Dopiero trzykrotne przekroczenie norm powinno mnie zacząć martwić, tak słyszałam. Póki co muszę stosować ubogolipidową dietę. Właściwie to ogólnie nie jadam zbyt tłusto, więc nie modyfikowałam znacznie swojej diety. Jedyne, co wprowadziłam, to mielone ziarna ostropestu plamistego, mające między innymi korzystny wpływ na wątrobę.

  • Ból głowy, mięśni, stawów
Ostatnio częściej niż zwykle przytrafiają mi się bóle głowy. Nie jestem jednak pewna, czy to rezultat leczenia izotretynoiną czy też wina sezonu burzowego. Chyba tylko raz odczuwałam niewyjaśnione bóle mięśniowe, natomiast sporadycznie bolą mnie mięśnie i stawy, jeżeli je lekko nadwyrężę. Zgodnie z zaleceniami unikam bardzo intensywnego wysiłku fizycznego. Co prawda ból mięśniowy "zakwasowy" to nawet przyjemny ból, jednakże obawiam się o moje stawy.

  • Skóra
W tym punkcie mam na myśli ręce. Mniej więcej w połowie czerwca, a więc jakiś czas po przejściu na dawkę 40 mg zaobserwowałam na ramionach czerwone plamy. Bałam się, że to od słońca i że po plamach zostaną mi trwałe przebarwienia, mimo iż nawet przed najkrótszym wyjściem z domu używałam kremu z wysokim filtrem, a tego dnia, gdy zaobserwowałam zmiany skórne, miałam zakryte ręce i spędzałam czas w zamkniętej przestrzeni. Plamy jednak same zniknęły (jak na złość tuż przed wizytą u dermatologa), a kiedyś pojawiły się znowu i ponownie zniknęły. Zdarza mi się również, że skóra na ramionach jest mocno przesuszona, nadwrażliwa, jakby poparzona słońcem właśnie. W takich wypadkach stosuję zwykle Bepanthen lub intensywnie natłuszczający balsam.

  • Oczy, nos i usta
Niedługo po tym, jak przeszłam z dawki 30 mg na 40 mg zaobserwowałam wyschnięcie błony śluzowej nosa, a może i nawet lekkie pękanie. Lekko bolało, ale nie miałam krwawień z nosa. Jeżeli chodzi o oczy, to jakiś czas później zwróciłam uwagę, że rano budzę się z suchymi, podrażnionymi, piekącymi oczami i z uczuciem piasku pod powiekami. Początkowo myślałam, że związane jest to ze spaniem w słabo przewietrzonym pokoju lub ze zmęczeniem i późnym kładzeniem się spać, ale suchość oczu miała miejsce również w ciągu dnia. Myślę, że to kolejny skutek uboczny leczenia. W przypadku, gdy moje oczy nie są dostatecznie nawilżone, stosuję krople. Jeżeli chodzi o usta, w trakcie zażywania dawki 30 mg nie miałam żadnych problemów. Nawet nie było potrzeby używania pomadek, chociaż usta były nieco bardziej przesuszone niż zwykle. Mniej więcej pod koniec pierwszego miesiąca kuracji i na początku zażywania dawki 40 mg zaczęły pojawiać się problemy z pękaniem kącików ust. Aktualnie bardzo często mam popękane kąciki ust, co trochę utrudnia jedzenie, jeżeli w porę nie zareaguję, a od czasu do czasu przytrafia mi się pękanie i mocne przesuszenie całych ust. Nie odczuwam jednak potrzeby noszenia w torebce i trzymania w każdym widocznym miejscu stu pomadek, ani też nie muszę stosować ich co sekundę. Na pękające kąciki pomaga również Bepanthen, a na całe usta wraz z kącikami - gruba warstwa pomadki na noc i sporadyczne smarowanie w ciągu dnia, jeżeli są wyjątkowo przesuszone.

  • Twarz
I najważniejsze - co z tym trądzikiem? Pierwsze odczuwalne skutki działania leku pojawiły się około tygodnia po rozpoczęciu kuracji. Pewnego dnia chciałam sobie z rana oczyścić twarz ulubionym, sprawdzonym i godnym zaufania żelem i poczułam intensywne pieczenie. Chciałam je złagodzić kremem nawilżającym, ale tylko pogorszyłam sytuację i musiałam go zmyć... moim szamponem, który jako jedyny wówczas nie podrażniał mi skóry :)  Wkrótce dostrzegłam pogorszenie stanu mojej skóry i zaczęłam mieć trądzik z prawdziwego zdarzenia! Najgorsze było to, że nie mogłam zatuszować tych paskudnych mankamentów, ponieważ każda próba nałożenia podkładu kończyła się szczypaniem. Mogłam jedynie zastosować puder, ale on niewiele tuszował, służył raczej zmatowieniu cery potraktowanej tłustym, lepkim kremem z wysokim filtrem. Zauważyłam również, że miejscami skóra zaczęła się intensywnie łuszczyć, przede wszystkim w okolicach ust, obecnie również w okolicach nosa i kości policzkowych, ale nieznacznie. W przypadku przesuszenia lub łuszczenia stosuję kultowy i zarazem niedrogi krem Nivea, ale teraz nawet nie odczuwam takiej potrzeby i mogę nawet użyć podkładu, ponieważ skóra twarzy jest już mniej podrażniona. Aktualnie twarz miejscowo wygląda lepiej, aczkolwiek mam jeszcze spore skupiska zaskórników. Dla mnie efekt póki co nie jest spektakularny, ale dopiero zbliżam się do połowy leczenia, więc jeszcze jest czas na uzyskanie wspaniałych rezultatów.




Podsumowując, w moim przypadku pojawiło się parę niepożądanych skutków ubocznych. Uważam jednak, że nie są one wyjątkowo dokuczliwe i nie utrudniają normalnego funkcjonowania. Naczytałam się wiele przerażających opowieści, dlatego jestem mile zaskoczona, że skutki uboczne nie są tak dotkliwe, jak się spodziewałam. Jeżeli tak ma wyglądać kuracja izotretynoiną i muszę przetrzymać tego rodzaju niedogodności, to myślę, że warto jest się podjąć leczenia - o ile okaże się, że dzięki niemu pozbędę się trądziku na zawsze. A w następnym poście postaram się opowiedzieć, jak radzę sobie z niektórymi ze skutków ubocznych, a więc jak wygląda u mnie pielęgnacja skóry w trakcie leczenia.



1 komentarz:

  1. Też miałam pewną historię z włosami. W trakcie leczenia były jakby zdrowsze, ale po około miesiącu od odstawienia zaczęły wypadać na potęgę. Dermatolog stwierdził, że z odstawienia nie mogą mi wypadać, no ale nie wiem...
    Do nawilżania twarzy i ciała używałam Cetaphilu, ale on chyba nie ma filtra UV.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj