piątek, 1 stycznia 2016

2016


Co ja robię ze swoim życiem...

Odkąd wróciłam do domu na święta, przestawiłam się na nocny tryb życia i nie mogę zasnąć wcześniej niż o drugiej-trzeciej w nocy. A potem dziwię się, że rano nie mam nawet siły, by wyłączyć dzwoniący przez pół godziny i co pięć minut budzik.

Powinnam coś tym zrobić, przełączyć się na bardziej "skowronkowy" tryb... Ale dziś w nocy, w związku z pożegnaniem starego roku i powitaniem nowego, raczej nic z tego nie wyjdzie. Co prawda nie mam w zwyczaju w jakiś wyjątkowy i niecodzienny sposób świętować tego wydarzenia, ale jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło mi się przespać fajerwerków i "przejścia" pomiędzy tym, co nowe i tym, co stare.




Postanowienia noworoczne? Hmmm...

Pewnie takie, jak co roku. Właściwie to nie jest postanowienie noworoczne, a długoterminowe, i nawet nie postanowienie, tylko swego rodzaju marzenie, cel życiowy, być może jeszcze nie do końca sprecyzowany. 

Chciałabym w nadchodzącym roku, tak jak i w poprzednim, nieustannie dążyć do tego, by z każdym dniem stawać się lepszym człowiekiem i lepszą wersją siebie. 

Banał? Być może. Postanowienie proste i trudne zarazem. Wiem, że za rok o tej porze nie będę mogła się pochwalić osiągnięciem mojego celu, bo nie jest możliwe dokonanie tego w parę miesięcy - pracuję i będę pracować nad tym prawdopodobnie przez całe życie. Ale mam nadzieję, że za rok będę mogła zauważyć sporą różnicę pomiędzy tą osobą, którą jestem teraz a tą, którą będę. 

Zamierzam walczyć ze swoimi słabościami, wadami i próbować zmienić to, czego w sobie nie akceptuję. Jedną z takich rzeczy jest nadmierna, przesadna emocjonalność. Łatwo ulegam emocjom i z jednej strony uważam to za zaletę. Nawet podoba mi się to, że mogę się popłakać na filmie animowanym dla dzieci i że nawet żart najniższych lotów jest w stanie mnie rozśmieszyć. Ale z drugiej strony postrzegam tę cechę jako wadę - a dokładnie wtedy, gdy te emocje są negatywne. Przydałoby mi się więcej cierpliwości i mniej poddawania się złości, agresji, wściekłości, zdenerwowaniu. Rzadko kiedy daję upust tym emocjom i zwykle sprawiam wrażenie osoby, która w najgorszych momentach potrafi zachować spokój, ale w takich momentach skrywam pod maską gotującą, kipiącą złość. I muszę nad tym pracować. 

Usłyszałam kiedyś bardzo ważne dla mnie słowa: "Rób to, czego najbardziej się boisz", W nadchodzącym roku będę robić takich rzeczy jeszcze więcej :) 

A poza tym będę się usilnie starać, żeby nie wylecieć z moich trafionych w dziesiątkę studiów. 

I będę, tak jak zwykle, cieszyć się życiem i znajdować przyjemność w drobnych rzeczach. Pójdę do kina, kupię duże latte na wynos, potańczę w deszczu, ogłuchnę przez słuchanie Type O do późnych godzin nocnych, upiekę muffinki, wybiorę się na spacer i w podróż autobusem... I na pewno nie raz zaliczę jakąś kompromitującą wpadkę, i nie raz popłaczę się ze śmiechu i ze wzruszenia, i naprodukuję sobie mnóstwo różnych pięknych wspomnień.

A co do chodzenia spać o przyzwoitej porze... 

Nie, tego nie mogę sobie obiecać. Nie dam rady :)





***

Wszystkim Czytelnikom mojego bloga życzę spełnienia marzeń i wszystkiego najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku!

***

4 komentarze:

  1. Nigdy nie robię sobie postanowień noworocznych. Uważam, że jak coś chcę postanowić, to postanowię to chociażby w środku roku. Teraz się zastawiam, czy to aby dobre myślenie. W każdym razie, dla mnie planowanie długoterminowe (tj. na rok) nie ma sensu, bo szybko tracę zapał. Musze wszystko odświeżać przynajmniej co miesiąc. W ten sposób mam postanowienia miesięczne :)

    Co do postów o muzyce: świetny pomysł. Osobiście takie uwielbiam.

    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się zdarza postanowić coś w innym czasie niż początek roku. Ostatnio miało to miejsce w marcu, a z realizacją zwlekałam do czerwca ;)

      Dziękuję i również życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :*

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również życzę wszystkiego dobrego!

      Usuń

Szukaj