piątek, 7 sierpnia 2015

Odgrzewany Kotlet Cztery, czyli wrażenia po obejrzeniu "Jurassic World"


Moja ostatnia wizyta w kinie, która miała miejsce jeszcze w lipcu, utwierdziła mnie w przekonaniu, że poważne, mocne, ambitne, zmuszające do refleksji filmy jakoś nie pasują mi do coli i popcornu. Chodzi o to, że wspomniane filmy, wymagają skupienia i wywołują u mnie taki rodzaj emocji, że po wyjściu z sali ryzykuję upadkiem ze schodów lub wpadnięciem pod samochód przez nieuwagę - dlatego najbezpieczniej i najprzyjemniej ogląda się je w domowym zaciszu, z herbatą zamiast coli i łóżkiem zamiast fotela. Jeżeli jednak mam ochotę na:

- kawał dobrej rozrywki, szaleństwa i zabawy,
- sporą dawkę adrenaliny,
- odreagowanie stresu,
- przeżywanie różnych, czasem skrajnych emocji i stanów, takich jak zaskoczenie, zachwyt bądź zażenowanie,
- totalne odmóżdżenie
- lub te wszystkie wspomniane rzeczy jednocześnie,

to biorę colę, popcorn, ewentualnie zapraszam kogoś do towarzystwa, i ruszam w stronę sali kinowej.


<Źródło>


"Jurassic World" to właśnie idealny przykład filmu, który można zaliczyć do drugiej wspomnianej przeze mnie kategorii. Na taki film warto pofatygować się do kina, jeżeli jest się widzem spełniającym pewne warunki - o tym za chwilę...

[UWAGA! SPOILERY!]

... gdyż najpierw chciałabym uprzedzić, że mogę świadomie bądź nieświadomie zepsuć całą zabawę komuś, kto jeszcze filmu nie obejrzał, lecz ma taki zamiar i do czasu seansu nie chce znać fabuły i najlepszych momentów. 

Chociaż to pewnie mało prawdopodobne... Mam na myśli to, że ci, którzy chcieli film zobaczyć, już to na pewno zrobili - w końcu minęły prawie dwa miesiące od premiery. Ja wybrałam się do kina gdzieś tak w połowie lipca... i byłam sama na sali, nie licząc dwóch osób, które przybyły "lekko" spóźnione.

W każdym razie - jeżeli nie chcesz znać szczegółów fabularnych lub nie możesz już słuchać o tym filmie - to może lepiej omiń ten wpis ;)

Wróćmy do mojej pseudorecenzji.

Jak już wspomniałam, trzeba spełniać pewne warunki, aby nie żałować wydanych na bilet pieniędzy. Myślę, że film spodoba się przede wszystkim fanom legendarnego "Parku Jurajskiego" Stevena Spielberga, jest w końcu swego rodzaju kontynuacją kultowej trylogii.

Pamiętam, że będąc dzieckiem oglądałam "Park Jurajski" nie raz i byłam nim zachwycona. Zwłaszcza pierwsza część, bez wątpienia najlepsza, zapadła mi głęboko w pamięć. Wiadomo, że rzadko zdarza się, by kontynuacja kinowego hitu była od niego lepsza, jednakże kolejne części w niczym nie ustępowały genialnemu pierwowzorowi. Być może nie budziły już takich emocji i nie zaskakiwały niczym nowym, ale z pewnością większość widzów była usatysfakcjonowana.

Po tym, jak zachwyciłam się filmem z prehistorycznymi gadami, moja dziecięca głowa pełna była marzeń o tym, że ukazana w filmie rzeczywistość okaże się prawdą i być może kiedyś powstanie taki park, gdzie będzie można ZOBACZYĆ NA ŻYWO DINOZAURY !!! OGROMNE! NIESAMOWITE! PRZEPIĘKNE! I obserwować je, gapić się na nie całymi dniami, i dotknąć, i bać się tych krwiożerczych bestii, a jednocześnie patrzeć na nie z zachwytem.

Teraz już wiem, jakie są mniej więcej szanse na spełnienie takich dziecięcych marzeń, nie zmienia to jednak faktu, że z tych marzeń jeszcze nie wyrosłam, a oglądanie filmów z dinozaurami w roli głównej i wyobrażanie sobie, jakby to było, gdybym podczas spaceru spotkała przyjaźnie nastawionego ankylozaura, nadal sprawia mi ogromną przyjemność.

Uroczo <źródło>

Dobra, pora zejść na ziemię :)

Ambitni, wymagający widzowie, którzy nie zadowalają się byle czym, mogą mieć do siebie żal, że zdecydowali się kupić bilet na "Jurassic World" lub przynajmniej odczuwać pewien niedosyt po opuszczeniu sali. Nie ulega wątpliwości, że w przypadku tego filmu nie mamy do czynienia z kinematografią najwyższych lotów. Fabuła jest zawsze taka sama, mniej więcej. Są dinozaury, jest chętnie odwiedzany park, nagle coś się dzieje, pojawiają się jakieś komplikacje, parę osób zostaje obiadem dla drapieżnych dinozaurów, ale na szczęście głównym bohaterom udaje się wyjść z opresji, kurtyna w dół. W skrócie: idylla, awaria, jatka, ocalenie + drobne modyfikacje (żeby dało się odróżnić każdą część serii od siebie).

Ale wiadomo, że fabuła nie jest tu taka znowu najważniejsza! Najważniejsze są oczywiście dinozaury. Mają być ogromne, potężne, groźne, przebiegłe, mają nadchodzić znienacka, niszczyć wszystko, co napotkają na swej drodze, gonić przerażonych ludzi i od czasu do czasu zaatakować. W tej roli oczywiście niezawodne i niezastąpione tyranozaury. Zwierzęce role drugoplanowe przypadają zwykle nieco drobniejszym drapieżnikom, takim jak raptory, a także gigantycznym roślinożercom (typu diplodok czy inny brachiozaur). W międzyczasie na ekranie można ujrzeć pterodaktyle, ankylozaury, stegozaury...


Kultowa scena <źródło>

Twórcy "Jurassic World" wiedzieli, że znane gatunki dinozaurów to za mało dla współczesnego widza, dlatego głównym bohaterem tej części jest hybryda Indominus Rex (welociraptor + t.rex + inne geny czyniące z dinozaura inteligentną maszynę do zabijania). Wiadomo, największa atrakcja w parku, wielki i groźny drapieżnik, kwestią czasu była jego ucieczka i rozpoczęcie rzezi. O tym właśnie był film - krwiożerczy dinozaur uciekł, dlatego główni bohaterowie muszą go dorwać zanim on dorwie ich. Proste.

Indominus Rex, z racji posiadania paszczy pełnej zębów i wielkich gabarytów, wzbudza przerażenie i jednocześnie zachwyca żądnych mocnych wrażeń widzów, dlatego sceny z jego udziałem są takie, jak być powinny, czyli trzymające w napięciu. Dla mnie jednak najbardziej zachwycającym dinozaurem był niejaki mozazaur, ten wielki morski potwór polujący na rekina, widoczny na powyższym plakacie. Przez większą część filmu spychano go na dalszy plan, a szkoda, bo dwie krótkie sceny z nim były naprawdę widowiskowe, aż się prosiło o więcej. Na szczęście moje prośby zostały wysłuchane :D W ostatecznym pojedynku pomiędzy Indominusem, T. Rexem i welociraptorami to właśnie mozazaur niespodziewanie wyskakuje z wody i zaciska wielkie zęby na biednym hybrydowym dinozaurze. Czyli to jemu należą się podziękowania za ocalenie parku przed ostateczną katastrofą.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że twórcy filmu "Jurassic World" nie powiedzieli ostatniego słowa. Sequel już został zapowiedziany na 2018 rok... Cóż, kotlet odgrzany po raz czwarty smakował zaskakująco dobrze, ale czy widzowie dadzą go radę przełknąć po raz kolejny?

Myślę, że temat dinozaurów jest już prawie wyczerpany, ale zapewne znajdą się tacy, którzy mają niedosyt po "Jurassic World" i chętnie zobaczą kolejną część.

Na przykład ja.

1 komentarz:

  1. nie wiem, do mnie jakoś ta historia nie przemawia, nie oglądnąłem żadnej poprzedniej części do końca, chociaż spodziewam się, że efekty specjalne są bardzo dobre, nie będę wypowiadał się co do kolejnej części. Chętnie bym jednak zobaczył podróż w czasie i zmaganie się z tymi wielkimi gadami. Tak w ogóle to zastanawiam się czy dinozaury mogłyby dziś oddychać dzisiejszym powietrzem. Wydaje mi się, że atmosfera jest dziś jednak zupełnie inna i pewnie szybko po wskrzeszeniu by wyzdychały.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj