czwartek, 21 maja 2015

Ten świat nie potrzebuje bohaterów... potrzebny jest zawodowiec.


Dziewiętnasty dzień maja był dla mnie dniem podwójnie szczęśliwym. Jak już wspomniałam, był to dzień zakończenia przeze mnie maturalnej sesji i nieoficjalnego rozpoczęcia długich wakacji. I tak się akurat złożyło, że był to długo wyczekiwany dzień premiery gry "Wiedźmin 3: Dziki Gon". Gry, która od dawna budzi emocje i jest obiektem pożądania mnóstwa graczy na całym świecie.


<Źródło>

Specjalna premiera dla mojego komputera odbędzie się niestety trochę później... gdyż aktualnie jestem na etapie oszczędzania pieniędzy na nowy sprzęt :D Myślę, że warto przypomnieć sobie swego rodzaju poprzedników tej wspaniale zapowiadającej się gry, zanim uda mi się uzbierać odpowiednią kwotę.

Moja "przygoda" z serią o Geralcie z Rivii zaczęła się nietypowo, bo od drugiej części gry, "Wiedźmin 2: Zabójcy Królów", która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Kwestią czasu było przeczytanie powieści Andrzeja Sapkowskiego. Aż w końcu obejrzałam sobie kilka odcinków typu "let's play" z pierwszej części gry, którą szybko sobie zakupiłam i przetestowałam na moim własnym komputerze.

Która część gry - pierwsza czy druga - jest lepsza?

Myślę, że nie da się jednoznacznie stwierdzić. Zanim zagrałam w pierwszą część, byłam przekonana, że "dwójka" po prostu musi być najlepsza, ponieważ zachwyca fabułą i niesamowitą grafiką. Ale gdy już poznałam "jedynkę", to już nie byłam taka pewna. Wydaje mi się, że to indywidualna kwestia - wszystko zależy od upodobań i oczekiwań gracza.

Co może nam zaoferować każda z tych gier?


  • Wiedźmin 1


Pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę już na samym początku: sterowanie. Początkowo wydawało mi się dziwne, tak samo jak walka dwoma mieczami - srebrnym i stalowym - oparta na trzech stylach: silnym, szybkim i grupowym. Myślałam, że nie dam rady tego ogarnąć ;) Ale wkrótce okazało się, że takie sterowanie nie jest kłopotliwe, wręcz przeciwnie - nawet teraz uważam je za całkiem wygodne.

Grafika obecnie być może nie zachwyca, gdy porówna się grę chociażby z jej następcą, jednakże jak na tamte czasy była naprawdę niezła. Jedyne, co nie do końca mi się podoba, to... atak klonów. Ze względu na mocno ograniczoną ilość modeli postaci, co chwilę mijamy na swej drodze identycznych bohaterów. Weźmy na przykład taką dość ważną osobistość, jaką jest kupiec Leuvaarden. Mimo że w ciągu gry musimy zrobić wiele związanych z nim zadań, to niewiele różni się on od pozostałych kupców i podróżnych, może tylko kolorem ubrań.

Odrobinę irytują ekrany wczytywania. Gdy pojawiają się przy zmianie lokacji, to jeszcze można przeżyć, najwyżej poleci się po kolejną kawę. Ale kto to widział, żeby do każdego domu wchodzić przez 5 minut...

Jeżeli chodzi o fabułę... cóż, przyznaję, że początkowo byłam niesprawiedliwa. Samiutki początek prologu był dla mnie nieco dziwny: do Kaer Morhen trafia kilku wrogo nastawionych, podejrzanych gości posługujących się magią, którzy chcą wykraść wiedźmińskie mutageny, a wiedźmińscy bohaterowie zachowują się tak, jakby takie wizyty były dla nich czymś normalnym, pełen luz, bo przecież "nie mają tu nic cennego" ;) Potem jednak akcja zaczyna się nieźle rozkręcać. Wydarzenia w małej wiosce koło Wyzimy, śledztwo z detektywem i ostateczne rozpracowanie tajnej organizacji -fabuła jest naprawdę nieprzewidywalna, ciekawa i wciągająca. Według mnie jest bardziej zaskakująca niż fabuła drugiej części. Bardzo pozytywne zaskoczenie.

Pierwsza część ma to, czego nieco brakuje drugiej - słowiański klimat. Grze nie brakuje polskich akcentów i nawiązań do słowiańskiej mitologii. Najbardziej są one widoczne w przedostatnim akcie. Dwie siostry zbierają maliny, jedna zabija drugą ... brzmi znajomo, prawda? A później owe siostry zmieniają się w słowiańskie demony - północnicę i południcę. Utopce, strzygi, upiory, skrzaty i kikimory - to też paskudztwa pojawiające się w mitologii Słowian.

Dla mnie ogromną zaletą gry jest muzyka. Czasem smutna, melancholijna, a czasami przerażająca i wywołująca ciarki na plecach, zawsze jednak doskonała. Przyznaję, zdarzało mi się wielokrotnie słuchać muzyki z gry, nawet wtedy, gdy robiłam sobie przerwę od grania.


  • Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Zapowiedź gry pojawiła się już w pierwszej części - mam tutaj na myśli niesamowitą końcową animację zaostrzającą apetyt na drugą część :) 

Fabuła jest całkiem ciekawa - oskarżony o królobójstwo Geralt z Rivii przez całą grę próbuje udowodnić swą niewinność i dotrzeć do prawdziwego mordercy, aż w końcu okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta, gdyż zamordowanie króla było jednym ze skutków politycznej intrygi. Ciekawie, intrygująco, chociaż brakowało mi takich zaskoczeń jak w pierwszej części.

Grafika jest po prostu niesamowita. Robi wrażenie nawet wtedy, gdy gra się na średnich ustawieniach graficznych. Już na samym początku zwraca uwagę dbałość o najdrobniejsze detale, a prawdziwy nokaut ma miejsce wtedy, gdy jeszcze w epilogu na chwilę oderwiemy się od walki i zerkniemy na górski krajobraz za murami. Widoki zapierają dech w piersiach. Strach pomyśleć, jak pod względem graficznym będzie się prezentować trzecia część.

Słowiańszczyzna została lekko zepchnięta na dalszy plan, a gra ma nieco inny klimat niż część pierwsza. Czasami jednak można poczuć niezwykłą atmosferę, zwłaszcza wtedy, gdy się zwiedza wioskę na obrzeżach Flotsam i odprawia gusła z wioskową wiedźmą przy położonym głęboko w lesie posągu niejakiego Vejopatisa.

Sterowanie jest już prostsze i bardziej normalne niż w "jedynce". Już nie trzeba zmieniać stylów walki w zależności od ilości i rodzajów wrogów. Można ostro i bez żadnych udziwnień siekać wszelkiego typu bestie, od czasu do czasu wspomagając się petardami (zawsze gdy gram zbieram potrzebne składniki i masowo je produkuję), znakami...

O właśnie, znaki, czasami są niezbędne - mam na myśli Kejrana (skojarzenia z legendarnym stworem morskim Krakenem jak najbardziej trafione). Bestia wygląda naprawdę imponująco, ale pozbyć się jej nie jest łatwo. Gdy grałam po raz pierwszy, męczyłam się z nią wiele godzin. Chyba dopiero za sześćdziesiątym razem się udało. Reszta poważniejszych przeciwników, którzy pojawiają się później, jest "do zrobienia". A ta paskuda jest strasznie uparta ;)

Odnoszę wrażenie, że druga część jest odrobinę za krótka. Akty są trzy, a w "jedynce" było ich pięć (nie licząc prologu i epilogu). Szkoda, bo w tak wspaniałą grę chciałoby się pograć o wiele dłużej. Wszystko rekompensują jednak ciekawe zadania i genialne dialogi. Teksty są naprawdę zabójcze, zwłaszcza te, które padają w rozmowach z trollami czy krasnoludami.


Wnioski:

Obie gry są genialne. Podobają mi się obie, ale pierwsza część ma dla mnie lekką przewagę nad drugą. Podejrzewam jednak, że trzecia część przewyższy je obie ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj