poniedziałek, 10 listopada 2014

Everything changes


To nie jest mój pierwszy blog.

Tak naprawdę to było ich kilka. Pierwszy był o zespole My Chemical Romance, który bardzo lubiłam, gdy miałam mniej więcej 9-10 lat. Prowadziłam go przez rok, a może nawet nieco ponad rok. Potem przyszedł czas na kolejny zespół i kolejny rok blogowania. Następny blog był o wszystkim i o niczym, ale zmarł śmiercią naturalną po zaledwie trzech postach. Po kilku latach założyłam bloga o nowościach kosmetycznych, skończyło się na stworzeniu szablonu. Ostatni mój blog (a właściwie przedostatni, jeżeli wezmę pod uwagę obecny) był o modzie. Było to w gimnazjum. A konkretnie w wakacje, pamiętam, że modne były wówczas pastele i kwiatowe desenie. Wtedy interesowałam się modą, kupowałam dużo pism o modzie typu "Avanti", "InStyle" czy "HOT Moda & Shopping" (całkiem niedawno pozbyłam się tej kilkutonowej kolekcji), namiętnie przeglądałam strony znanych sieciówek i pokazy mody.

Nie byłam pewna, czy usunęłam tego bloga. Z trudem przypomniałam sobie jego nazwę i próbowałam go wczoraj odnaleźć.

Wiecie, że znalazłam?

Wściekle różowe tło i równie agresywna czcionka, nieudolnie wykonany szablon. I do tego posty, których przeczytanie spowodowało, że na moich policzkach zakwitł rumieniec zażenowania w kolorze różu równie wściekłego, jak tło bloga.

Mój umysł nie był w stanie pojąć, że ta osoba, którą byłam 3-4 lata wcześniej, diametralnie różni się od tej osoby, którą jestem teraz. Przecież to tylko kilka lat, miesięcy, dni...

To naprawdę zaskakujące, że w relatywnie niedługim okresie czasu całkowitej zmianie ulegają zainteresowania, poglądy, zachowanie, poczucie humoru, spojrzenie na świat, sfera emocjonalna, czy nawet sposób wypowiadania się. Praktycznie całe życie. To tak, jakbym pewnego dnia niepostrzeżenie zmarła i narodziła się jako zupełnie inny człowiek. Ale kiedy to się wydarzyło? Najwyraźniej przegapiłam ten moment.




Wygląda na to, że zaczynam się starzeć.

Niepokoi mnie to, gdyż odkąd pamiętam, czułam się - zabrzmi to dziwnie - "dość stara jak na swój wiek". Czasem odnoszę wrażenie, że moja dusza ma około 50-60 lat, moja doczesna powłoka jakieś 25 lat, a w metryce ktoś przez pomyłkę wpisał mi 18.

Ale mniejsza o to.

Zastanawiam się, jakim człowiekiem będę za 10, 20, 30 lat... Zakładając oczywiście, że dane mi będzie dożyć tych niespełna 50 lat (moja dusza wtedy powoli będzie dobiegać do setki, więc różnie to może być). Gdy wrócę wieczorem z pracy, usiądę przy biurku i przypomnę sobie, że jako nastolatka pisałam bloga, to czy wybuchnę histerycznym śmiechem na widok postów napisanych dawno, dawno temu?

Myślę też nad tym, czy takie gwałtowne zmiany są dobre... Gdy patrzę na mojego dawnego, infantylnego bloga, to dochodzę do wniosku, że takie zmiany są wysoce korzystne. Ale czy chciałabym "uśmiercić" tę osobę, którą jestem teraz, by stać się kimś innym? Nie jestem przekonana. Wiele rzeczy chciałabym w sobie zmienić, ale chciałabym też zachować to, co do tej pory udało mi się osiągnąć i wypracować. Mam na myśli pracę nad sobą, nad swoim charakterem... Chciałabym dążyć do doskonałości i ciągle pracować nad sobą, ciągle wyznaczać sobie nowe cele, ciągle kształtować swoje poglądy - ale nie chcę zaczynać od nowa, od pustej, białej kartki. Chciałabym kształtować swoje życie, mając jednocześnie do dyspozycji coś, czemu można by ten kształt nadać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj